Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwód. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozwód. Pokaż wszystkie posty

sobota, 9 marca 2013

Test przedmałżeński

Gdy decydujesz się na ślub, powinnaś/powinieneś być przekonana/przekonany, że wiesz, czego się możesz spodziewać po swoim partnerze/partnerce. Dlatego zdecydowanie opowiadam się za fazą przedślubną lub, jak kto woli, testem przedmałżeńskim, kiedy para żyjąc ze sobą na co dzień może doświadczyć wszelkich aspektów codziennego życia. Warto, żeby partnerzy mieszkali sami bez wsparcia rodziny, zarabiali na swoje potrzeby, samodzielnie podejmowali decyzje, radzili sobie z wyzwaniami i docierali się w związku. Ważne, aby w tym doświadczeniu wyszli z fazy pierwszego zauroczenia i weszli w fazę codziennego życia. 

Cel tej próby jest jednoznaczny: przetestować wspólną koegzystencję z wybranym partnerem, mieć szansę na rozwój zawodowy i osobisty, umieć wspierać się i budować poczucie własnej wartości, dążyć do osobistych sukcesów i realizować osobiste aspiracje zawodowe i w związku, rozwiązywać napotykane trudności i, co bardzo istotne, stawiać czoła rutynie, w którą z łatwością wpadamy. Schematyzm, rutyna to zabójca dla naszego związku i zapowiedź, że nasze życie zapowiada się nudnie. Poza fazą prokreacji, nie czeka nas nic interesującego, co będzie dla nas motorem. Jeśli na fali romantycznych uniesień, flirtu i tajemniczości pierwszych lat bycia razem nic Was nie inspiruje, Wasze życie jest monotonne i z dnia na dzień coraz bardziej traci na atrakcyjności, to warto się zastanowić nad kontynuowaniem takiego związku. To znaczy, że nie jesteście stworzeni dla siebie w sensie osobowościowym, nie potraficie razem wykreować ciekawego życia, pełnego inspiracji i przygody. Przygoda może dotyczyć zarówno Waszego życia emocjonalnego, seksualnego, a także być codzienną przygodą, kiedy zaskakujecie się pomysłami, np. jak spędzić dzień. Macie szanse więc sprawdzić się jako partnerzy teraz, kiedy jeszcze nie ma tak oczywistych konsekwencji bycia w związku jak dzieci, wspólny majątek i inne, łączące Was ważne sprawy. 

W trakcie testu możecie zadać sobie wszelkie pytania: jak będzie wyglądało moje życie z tym partnerem za kilka lat? Co budzi to moją radość i ciekawość, a co smutek i rozczarowanie? Co zmieniłabym/zmieniłbym w innym związku? Na ile jestem zrealizowana/zrealizowany i szczęśliwa/szczęśliwy?

Mam nadzieję, że po takiej fazie „testu” obrączka stanie upragnionym marzeniem, a nie łańcuchem, kulą u nogi i jedynym hamulcem powstrzymującym Was przed decyzją rozstania. Jeśli wynik testu nie będzie zgodny z Waszymi oczekiwaniami, unikniecie rozczarowania i braku satysfakcji. W tej fazie łatwiej znajdziecie odwagę, aby nie narażać dzieci, których jeszcze nie ma, na rodzinę zagrożoną ryzykiem rozstania albo trwania w marazmie. Zachęcam Was więc do myślenia o przyszłości już teraz, kiedy jeszcze jest to możliwe, zamiast robić to warunkach konfliktu, kiedy rozwód jest traumą i wikła Wasze dzieci w sprawy dorosłych. Zachęcam do trudnych, ale odpowiedzialnych decyzji, których konsekwencją będzie mniej popełnionych błędów i… mniej rozwodów.


Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla par.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.

wtorek, 15 stycznia 2013

Kto ma skłonności do zdrady?

Gdy próbowano przypisać skłonność do zdrady cechom osobowości, okazało się, że jedynie trzy okazały się pewnymi wyznacznikami skłonności do niewierności (badania Bussa i Sheckelfforda – 1997 – kiedy przeanalizowano ponad 1000 cech osobowości). 

Pierwsza, zgodnie z badaniami przytoczonymi przez Annę Wilk, to narcyzm. Ludzie ze skłonnościami narcystycznymi mają wyjątkowo wyolbrzymione poczucie własnej wartości, przeceniają swoje osiągnięcia i talenty, żyją fantazjami o sukcesie. Chcą mieć nieograniczoną władzę, oczekują uznania ich wielkości, a kiedy tego nie otrzymują, wpadają w złość i frustrację. Są skoncentrowani na sobie sądząc, że mają do wszystkiego prawo, wybierają z otoczenia osoby zamożne lub takie, które mogą wykorzystać. Osoby o cechach narcystycznych cechuje brak empatii, zawiść i koncentracja na własnych potrzebach. Jak wykazały badania, częściej niż inni ludzie flirtowały, umawiały się na randki z innymi parterami, częściej nawiązywały kontakty seksualne i decydowały się na przygodny seks. Łatwo przyznawały się do takiej swobody seksualnej, co potwierdzali ich partnerzy.
 
Druga cecha to niski poziom odpowiedzialności, czyli brak sumienności w relacjach i umowach, brak zorganizowania, impulsywność, brak samokontroli.
 
Trzecia cecha to psychotyczność. Brak samokontroli już wskazuje na psychotyczność, gdyż osoby te są bardzo impulsywne, mają problemy z samokontrolą emocji i brakiem hamulców społecznych. W skrajnych przypadkach mogą wykazywać socjopatię.
 
Anna Wilk twierdzi, że zarówno niski poziom odpowiedzialności, jak i wysokie wyniki na skali psychopatyczność, okazały się właściwymi zapowiedziami niewierności małżeńskiej. Podobnie jak u osób narcystycznych współmałżonkowie z tymi cechami flirtowali, umawiali się na randki, uprawiali przygodny seks częściej niż osoby o cechach przeciwnych.

Ciekawe jest to, że powyższe zależności nie odnoszą się wyłącznie do mężczyzn, a w jednakowym stopniu zarówno do mężczyzn, jak i kobiet. Wydaje się, że żadna z płci nie jest wolna od wpływu osobowości na skłonność do zdrady. Nie wszystkie osoby samolubne, manipulujące i impulsywne muszą dopuścić się niewierności, ale cechy te zwiększają prawdopodobieństwo jej wystąpienia.

Może więc już wcześniej, na etapie poznawania się i wstępnych „przymiarek” do bycia razem analizujmy osobowość partnerów pod względem ich potencjalnej skłonności do zdrady. Jeśli więc zaakceptujemy partnera z potencjałem „zdrajcy”, to zrobimy to z dobrodziejstwem inwentarza i będziemy mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie. Jeśli już jesteśmy w związku, może będzie nam łatwiej zaakceptować fakt zdrady, skoro ten typ tak ma…?

Niewierność jest jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów na całym świecie. Jednak zdrada jednego z parterów nie musi kończyć się rozwodem. Czym więc różnią się od siebie te pary, które pomimo zdrady pozostają ze sobą, od tych, które decydują się na rozstanie? Wyniki przeprowadzonych badań (Buss, Shackelford, 1997) pokazały, że im poważniejsza forma niewierności, tym wyższe prawdopodobieństwo zażądania rozwodu.
 
Jednak najciekawsza jest liczba osób, które nie domagały się rozwodu, nawet gdy parter dopuścił się zdrady, kontynuuje Anna Wilk w swoim artykule. Niemal jedna trzecia badanych to osoby, które przebaczyły swoim niewiernym partnerom.

Zastanówmy się czym takie osoby się charakteryzują? Czynnikiem decydującym, choć głównie analizowanym z perspektywy kobiety, okazuje się potencjalna wartość matrymonialna partnera. Żony, oceniane jako atrakcyjniejsze od swych partnerów, mające wyższą potencjalną wartość na "rynku" matrymonialnym częściej niż inne twierdziły, że zażądałyby rozwodu w przypadku niewierności męża, mając przy tym świadomość, że nie będą miały większego problemu ze znalezieniem nowego partnera. Natomiast kobiety o mniejszej atrakcyjności fizycznej i niższej potencjalnej wartości matrymonialnej częściej przebaczały.

Dochodzimy więc do zdefiniowania, czym jest seks dla obu płci i podobnie jak wcześniej, zaznaczają się wyraźne różnice determinowane płcią. Z punktu widzenia reprodukcji korzyści dla mężczyzn płynące z seksualnej różnorodności są tak ogromne i oczywiste, że naukowcy przeoczyli jeden podstawowy fakt: liczba mężczyzn mających przelotne kontakty seksualne musi być taka sama jak liczba kobiet, które z nimi współżyły. U mężczyzn nie pojawiłaby się tendencja do seksualnej różnorodności, gdyby kobiety nie przyzwalały na takie zachowania. 

Wielu mężczyzn przerażonych jest myślą, że kobieta z natury mogłaby nie być monogamistką. Jednakże niezaprzeczalnym faktem jest to, iż strategie seksualne kobiet nie powstały po to, by zadowolić mężczyzn. Nie wykształciły się też dla dobra grupy, czy nawet dobra gatunku. Kobieca psychologia seksualności, łącznie z kobiecą skłonnością do zdrady istnieje dzisiaj wyłącznie dlatego, że naszym pramatkom przynosiła ona korzyści. 

wtorek, 20 listopada 2012

Życie w rozkroku

Tydzień temu pisałam o odkładaniu decyzji o separacji lub rozwodzie "dla dobra dzieci". Napisałam, że  właśnie ze względu na dzieci lepiej wyjść z toksycznego związku. Wasze dzieci przestaną obserwować Wasz konflikt i żyć w atmosferze codziennych kłótni, obojętności emocjonalnej, „cichych dni”. Przestaną cierpieć razem z Wami. Przestaniecie unikać domu jako miejsca „ciężkiej atmosfery” i bardzo chętnie „uciekać” w pracę. Przestaniecie nagle mieć mnóstwa obowiązków służbowych, być niezastąpionym wsparciem dla kolegów i przyjaciół. Przestaniecie też szukać dowartościowania w ramionach pocieszycielek lub pocieszycieli, którzy wykorzystają Waszą potrzebę bliskości. Jest oczywiście szansa, że znajdziecie właściwego partnera, który z roli pocieszyciela przerodzi się w osobę znaczącą w Waszym życiu. Odradzałabym jednak, podejmowanie takiej decyzji będąc w związku. W stanie „emocjonalnej ucieczki” z domu nie potraficie ocenić wartości nowego związku. Macie założony „czarny filtr” na bycie w domu i „różowy” wszędzie poza nim. Tracicie obiektywizm i racjonalne podejście. Prowadzicie „podwójne życie”, które może w początkowej fazie bawić lub być odskocznią dla Waszej nudnej codzienności. Działać na zasadzie zakazanego owocu, czyli być pełnym atrakcyjności realizowaniem się w seksie, której na przykład brakowało w Waszym związku.

Niedawno przeczytałam na jednym z portali wpis:
Mam romans już ponad trzy lata i z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że w moim małżeństwie jeszcze nigdy nie układało się tak dobrze. Zwłaszcza w sferze łóżkowej. Odkąd czasem pozwalam sobie na dziki seks z Kochanką, moja żona sprawia wrażenie promieniującej i usatysfakcjonowanej naszym pożyciem seksualnym. Oczywiście, nie mam wątpliwości, że sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby MOJA dowiedziała się, że w życiu jej partnera istnieje druga kobieta. Dla dobra nas obojga, lepiej, by ten fakt nigdy nie ujrzał światła dziennego.

Zainteresowało mnie stwierdzenie „z czystym sumieniem” i zadałam sobie pytanie, co się stanie, kiedy ta tajemnica „ujrzy światło dzienne”. Prawdopodobnie, skończy się mit fantastycznego mężczyzny, wiernego męża i kochanka, a na pewno promieniejącej szczęściem żony. Kurtyna opadnie i skończy się ostatni akt tego teatru – małżeństwa, gdyż odzyskanie zaufania to trudny, długi i często niemożliwy proces. Zacznie się kolejny czarny scenariusz, czyli problem z odzyskaniem zaufania do męża, poczucia bezpieczeństwa w związku. Żona uświadomi sobie, że wyrafinowany seks i intymność, która ją łączyła z mężem, nie jest intymnością, tylko perfidną grą. Inna kobieta, z resztą, też może chcieć upomnieć się kiedyś o swoje prawa… i co wtedy?

Generalnie „podwójne życie” to bardzo kosztowna emocjonalnie strategia, nie rozwiązująca problemów w dłuższej perspektywie, lecz je odsuwająca w bliżej nieokreśloną przyszłość. Świadomość oszukiwania swojego partnera, bycie graczem, który zmienia maski, mimo całego fanu, podziwu kolegów i adrenaliny jest wątpliwe moralnie. Z czasem zaowocuje poczuciem winy bądź kompletnym zerwaniem więzi emocjonalnej ze swoim pierwszym partnerem, sprowadzając ją do roli sekspartnera i relacji oziębłości wobec niego. Życie w związku to nie tylko seks, więc koncentracja wyłącznie na tej sferze może zniszczyć jego inne wartości. Długotrwałe dzielenie ról jest męczące, może wpłynąć na zaburzenie „tożsamości związku”, czyli pojawią się pytania: czego tak naprawdę chcę, gdzie się realizuje i czy mogę w końcu przestać grać, być sobą. To może stworzyć w domu atmosferę zbliżoną do piekła, bo żona nie rozumiejąc zachowania zacznie pytać, co się stało z jej mężem.

Życie w „rozkroku emocjonalnym” to wyraźny sygnał, aby poważnie zastanowić się nad sensem swojego związku. Warto to zrobić z ołówkiem w ręku, tak to robiliście wcześniej. Analizowaliście mocne i słabe strony jednego i drugiego związku w relacji ze swoimi potrzebami, oczekiwaniami i sensem życia. Warto odnieść te potrzeby do modelu idealnego związku, który będzie dla Was swoistego rodzaju kryterium porównawczym. Wtedy może się okazać, że znajdziecie „trzecie” rozwiązanie. Uświadomicie sobie, że ani jeden, ani drugi związek nie realizuje Waszych marzeń do końca, skoro dopiero oba stanowią satysfakcjonującą całość. To ważna informacja i wartościowa z punktu widzenia Waszego życia. Macie model swoich potrzeb, wiecie, czego Wam brakuje i czego szukać. Wiecie też, co jest dla Was ważne. Teraz pora poszukać właściwego związku, który będzie kreacją, szczęściem, rozwojem, bezpieczeństwem, nieokiełzaną tajemnicą, synergią, właściwym wyborem… tym wszystkim, czego pragniemy w snach.

Szczerze zachęcam do odwagi w poszukiwaniach. Sama dokonałam takiego wyboru i do dziś jestem dumna z tej decyzji. Szkoda każdej chwili, kiedy związek jest ciężarem i każdej straconej, która już nie wróci. Z perspektywy swoich doświadczeń wiem, że warto podjąć ten trudny, pierwszy krok…  Zapewniam Was, że nagroda przekracza najśmielsze oczekiwania… 

poniedziałek, 22 października 2012

Narodziny dziecka ratunkiem dla związku?

Najgorsza jest sytuacja, w której partnerzy nie mogą się dogadać, kłócą się, nie rozumieją swoich stanowisk, mają świadomość barier ich dzielących, uniemożliwiających funkcjonowanie w związku, a mimo to ciągle w nim trwają licząc na cud. Powodów niezgodności może być wiele począwszy od braku dopasowania seksualnego do znacznej różnicy charakterów lub z powodów wymienionych wcześniej. Z obawy przed samotnością czy z wygody, ze względu na rodziców, znajomych czy z powodów światopoglądowych nie podejmują decyzji o rozstaniu myśląc: jakoś to będzie.
Zdarza się, że pary decydują się na dziecko licząc na to, że będzie to panaceum na ich problemy. Wtedy, tak naprawdę nie rozwiązują problemów, a „uciekają” od ich rozwiązywania i serwują sobie kolejny OGROMNY problem, czyli dziecko, które ma przynieść ratunek. W rezultacie zaostrza istniejące konflikty i staje się ich ofiarą. Ponosi konsekwencje nieodpowiedzialnych decyzji, z gruntu skazanych na niepowodzenie. Zamiast panaceum, staje się dodatkowo stymulatorem konfliktów, gdyż wymaga wyrzeczeń i "komplikuje" życie. Taka sytuacja w rodzinie może negatywnie wpływać na jego wychowanie i późniejsze życie. Trudno bowiem sądzić, że wraz z narodzinami dziecka taka para, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, stanie się modelową, idealną, kochającą się rodziną. Zapewni dziecku tak ważną bazę, jaką jest poczucie bezpieczeństwa, miłość i bliskość. Trudno też założyć, że związek błyskawicznie dojrzeje do rodzicielstwa, aby świadomie wychowywać dziecko.

Jako matka chciałabym, aby pojawienie się dziecka było dla młodych ludzi wartością samą w sobie, czymś oczekiwanym, do czego rodzice przygotowują się mentalnie, emocjonalnie, finansowo i pod każdym względem koniecznym do bycia rodzicem. Już ciąża to okres, który kobieta powinna wspominać jako czas dojrzewania do wymagającej roli matki, w pełnej akceptacji tej roli i świadomości nowej tożsamości. Jeśli dziecko ma być "lekarstwem" na wszystkie problemy, to z całą pewnością jest to nieodpowiedzialna naiwność. Pozostanie to tylko myśleniem życzeniowym, a problemy powrócą ze zdwojoną siłą. Trwanie w związku dla tzw. dobra dziecka czy dzieci jest nieporozumieniem.

Do tego tematu na pewno jeszcze powrócę.


poniedziałek, 15 października 2012

Kolejna przyczyna rozwodów – ingerencja osób trzecich

Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że częstym powodem rozwodów, rozstań czy separacji jest ingerencja osób trzecich w sprawy związku. Głównym źródłem konfliktu jest wywieranie wpływu na decyzje jednej lub obu stron. To może być bohaterka wielu dowcipów, czyli teściowa, lub rodzice mieszkający wspólnie z młodymi. Taka sytuacja zwykle bywa źródłem konfliktów, szczególnie gdy nie było akceptacji dla związku przez rodziców jednej ze stron. Młodzi ludzie żyją w związku jak na cenzurowanym, są poddani permanentnej kontroli, nie mogą zachowywać się swobodnie, zapraszać znajomych, bawić się… Często życie intymne w tych związkach jest pozbawione spontaniczności i swobody, stając źródłem dyskomfortu a nie radości. 

Ta kontrola nie zawsze jest świadomym, zamierzonym działaniem rodziców, niemniej jej obecność często jest ogromnym ciężarem dla młodego związku w fazie „docierania się”. Wpływ na decyzje młodych ludzi jest wywieraniem presji uzasadnianej większym doświadczeniem dorosłych. W rezultacie, skutkować może zwalnianiem młodych ludzi z kreowania swojego życia zgodnie z własnymi przekonaniami i potrzebami. Pozbawia ich możliwości uczenia się odpowiedzialności za własne decyzje i samodzielne rozwiązywanie konfliktów. Taka „pomoc” jest zwykle destrukcyjna zarówno dla związku – bo któreś z nich musi ulec presji, jak i dla rodziców, którzy uzależniają dzieci od siebie stając się niezbędnym ogniwem w ich życiu.

Jesteśmy więc zwolennikami samodzielnego „docierania się” ludzi zarówno w młodym związku, jak i przed ślubem. Młodzi mogą się sprawdzić jako partnerzy we wspólnym gospodarstwie, utrzymywaniu się z zarobionych przez siebie pieniędzy, rozwiązywaniu problemów życiowych, zawodowych i tych związanych z rodziną. Mają swobodę, mogą cieszyć się z bycia razem, rozstrzygać trudne kwestie, przeżywać zawody, uniesienia i upadki… i nauczyć się radzić sobie z tym, co przyniesie codzienność. Jest wtedy duże prawdopodobieństwo, że jeśli ten przedmałżeński test wypadnie negatywnie, nie dopuszczą do zawarcia małżeństwa, które miałoby małe szanse wygrania z próbą czasu i wyzwaniami życia codziennego. Jest nadzieja, że wtedy nie dojdzie do założenia rodziny zagrożonej ryzykiem rozstania, a dzieci nie staną się ofiarami ich decyzji. Niedojrzali rodzice nie biorą tego kompletnie pod uwagę, a szkoda.


wtorek, 9 października 2012

Nieplanowana ciąża

Niejako kontynuując rozpoczęty w zeszłym tygodniu temat rozwodów, dzisiaj o nieplanowanej ciąży.

Duże ryzyko rozwodu widzę również w związkach, zawieranych przez niedojrzałych emocjonalnie partnerów, którzy decyzję o ślubie podjęli pod presją, wynikającą z nieplanowanej ciąży. 

Narodziny dziecka oznaczają w życiu związku ogromne zmiany. Zmuszają do przyjrzeniu się priorytetom, burzą stabilizację związku, zmieniają dotychczasowy tryb i stylu życia. Wymagają więc w dużym stopniu zmiany modelu funkcjonowania związku. Myślę o podziale obowiązków i współpracy, zmniejszenia dotychczasowej wygody, być może rezygnacji z wartości, jaką jest dla kobiety praca zawodowa, jeśli chce się całkowicie poświęcić wychowaniu dziecka. Kiedy ludzie decydują się na dziecko, muszą uczyć się myślenia w kategoriach empatii, rezygnacji z egoizmu, nastawienia na wyzwania dnia codziennego. Często pogarsza się też sytuacja finansowa takiej pary.

Zmieniona sytuacja rodzinna wymaga skupienia się na nowych priorytetach, świetnej organizacji pracy, współpracy w dzieleniu się obowiązkami, dużej tolerancji wobec siebie i szybkości reagowania wobec nowych nieprzewidzianych sytuacji. To czas wyzwań i weryfikacji związku pod każdym względem: siły uczucia, wzajemnej akceptacji, uszanowania wartości, tolerancji i świadomości, że tworzy się zupełnie nowa komórka społecznej, jaką jest rodzina.

To bardzo trudna psychologicznie sytuacja zwłaszcza dla ludzi, którzy są nie gotowi emocjonalnie do wychowywania dziecka. To może być prawdziwa „fabryka” konfliktów, spychanie obowiązków, niemożność przyzwyczajenia się do nowych warunków życia, szczególnie z perspektywy osób niedojrzałych do macierzyństwa i ojcostwa, którzy pojawienie się nowego członka rodziny traktują w kategoriach utraty dotychczasowego spokoju i beztroski.

Zastanówmy się więc, analizując powyższe kryteria, ile osób wchodzi w związek z taką dojrzałością i świadomością konsekwencji? Zaryzykuję tezę, że naprawdę niewiele, gdyż dla większości fakt zakochania się, zauroczenia partnerem jest warunkiem wystarczającym do decyzji o związku, małżeństwie i założeniu rodziny. Niestety brak świadomości konsekwencji tych decyzji i myślenie w kategorii: „jakoś to będzie” ostatecznie odbija się na nie będących niczemu winnych dzieciach i jest powodem rozstań. Macierzyństwo, to wyzwanie zarówno dla kobiety, która staje się matką, jak i mężczyzny. Od kobiety wymaga odnalezienia się emocjonalnego w nowej roli, powrotu do pełnej sprawności fizycznej i psychicznej po okresie ciąży i porodzie. To czas budowania nowej tożsamości – tożsamości matki. Ten proces wymaga wsparcia partnera, który przecież też przechodzi emocjonalną metamorfozę wyrastając z roli chłopca, a stając się mężczyzną w roli ojca odpowiedzialnego za rodzinę. Często sam poród jest dla mężczyzny tak traumatycznym wydarzeniem, że on sam potrzebuje wsparcia, a musi wspierać kobietę i swoje dopiero co narodzone dziecko. Na szczęście to w sumie bardzo naturalny proces możliwy do emocjonalnego ogarnięcia, jeśli towarzyszy mu dojrzałość partnerów, świadomość i akceptacja nowej społecznie sytuacji.

Jeśli ludzie oczekują dziecka, planują jego przyjście na świat, przygotowują się mentalnie i emocjonalnie do tego ważnego i trudnego w realizacji wydarzenia, to percepcja ich statusu wygląda kompletnie inaczej. Wtedy dochodzi do spełniania się w oczekiwanej, przemyślanej roli życiowej, a zmieniające się priorytety są upragnione. Zmiana życia następuje z pełną akceptacją obu stron, świadomych konsekwencji tych decyzji.

wtorek, 2 października 2012

Rozwód? Ależ TAK!

Tydzień temu przytoczyliśmy Wam podsumowanie rozmów z parami, które przeżyły razem ponad 40 lat. Jak zwykle chcę skomentować zamieszczone tam tezy. Pierwsza z nich brzmiała: Rozwód? Nigdy. Morderstwo? Często. Rozmówcy autorów artykułu twierdzili, że w sytuacjach konfliktowych nigdy nie myśleli o rozwodzie, traktując małżeństwo jako ZOBOWIĄZANIE. Ich celem zawsze było szukanie rozwiązania.

Oczywiście, myślenie o rozwiązaniach i szukanie sposobów naprawy sytuacji, to doskonałe podejście, gdy dwoje ludzi chce być ze sobą. Natomiast budzi mój opór założenie, że „rozwód nigdy nie może być opcją”. Rozumiem, że świadomy związek to obustronne ZOBOWIĄZANIE, jednak nie mogę się zgodzić na bycie w związku dla zasady, ze względu na dzieci, wbrew sobie, takie trwanie dla trwania.

Gdy pojawia się jakiś trudny moment, problem do rozstrzygnięcia, czy konflikt,  to wtedy obie strony, na mocy wzajemnego zobowiązania, są zmotywowane do analizy sytuacji. Ich aktywność koncentruje się na szukaniu rozwiązań i porozumienia, a nie celebrowaniu konfliktu i udowadnianiu sobie, kto jest lepszy, mądrzejszy, czy ma rację. Celem, jaki przyświeca wtedy partnerom, jest zakończenie konfliktu. Oczywiście ma to miejsce, gdy obie strony są gotowe do akceptacji wypracowanego rozwiązania. Często szukanie rozwiązania trwa wiele dni, gdyż nie jest możliwe znalezienie go „od ręki”. Potrzebna jest wzajemna tolerancja, akceptacja prawa do odmiennego zdania, wnikliwa analiza przyczyn konfliktu i tego co najważniejsze i za razem najtrudniejsze – umiejętność dysocjowania się wobec własnych emocji. To sztuka, którą warto ćwiczyć, gdyż tylko dystans pozwala szybciej znaleźć kompromis. Pozwala także „odfiksować” się od swoich tez, które traktowało się jako jedyną możliwą strategię działania.

Mimo dobrych chęci, motywacji i gotowości do współpracy ten kompromis może okazać się niemożliwy albo nie w pełni satysfakcjonujący obie strony konfliktu. Czasem skuteczniej pomoże ktoś z zewnątrz, kto obiektywnie spojrzy na przedmiot sporu, ktoś obdarzony zaufaniem obydwojga partnerów. Czasem po prostu nie ma dobrych rozwiązań dla obu stron, kiedy ich wartości pozostają w konflikcie. Pozostaje pełna akceptacja rozwiązania zaproponowanego przez jedną ze stron i testowanie go w określonym czasie…. lub dalsza walka. Wybór należy do partnerów. Może też tak być, że - jak to w życiu bywa - nie ma dobrych rozwiązań. Pozostaje życie w konflikcie bardzo obciążające emocjonalnie obie strony. Pojawia się pytanie o sens takiego związku.

Oczywiście różnica zdań nie jest jedynym sposobem weryfikacji trwałości związku. Konflikty są naszą codziennością, zwykle towarzyszą ludziom, którzy mają swoje zdanie, punkt widzenia, argumenty. Można powiedzieć, ze są swoistym testem dla związku. Jeśli partnerzy potrafią sobie z nimi radzić, mają szanse spędzić ze sobą lata celebrując kolejne rocznice. Dlatego chcę pokazać Wam inne powody, które mogą, być destrukcyjne dla związku.

Partnerzy z różnych bajek
W moim odczuciu głównym kryterium decydującym o ocenie związku jest jego jakość, a nie czas trwania. To, że partnerzy wytrzymali próbę czasu, może świadczyć o tym, że był to związek oparty na miłości, ale nie zawsze. Na jego trwałość mogły również pracować inne „czynniki”. Mogły to być wspólne wartości, zbliżona postawa wobec życia, finansów, wychowania dzieci czy podobny poziom wykształcenia… Jeśli te poglądy i wyznawane wartości są zbliżone, dużo łatwiej osiągnąć porozumienie w razie konfliktu. Jest wspólna płaszczyzna porozumienia i nie trzeba zaczynać od fundamentów związku, bo te są solidne.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli partnerzy są z różnych "bajek" i różnią się w zasadzie pod każdym względem, to ich związek ma  duże szanse stać się związkiem toksycznym. Podkreślam może tak być, choć nie musi. Często ludzie pozostają w takich związkach z przyzwyczajenia, lęku przed samotnością, dla dzieci, rodziny, znajomych bądź z powody wyznawanej przez siebie wiary. „Zaliczają” kolejne rocznice ślubu, imieniny, urodziny, wakacje, święta, a także kolejne kłótnie, sprzeczki, „ciche dni”… I tak z dnia na dzień tracą szansę na spotkanie tej „drugiej połowy”, która gdzieś tam daleko albo tuż obok trwa w swoim związku.

Na pytanie, czy warto tak żyć, my zawsze odpowiemy NIE.

Brak współpracy
Chociaż jestem generalnie za rozwiązywaniem konfliktów i budowaniem relacji (tym przecież zajmuję się zawodowo), muszę być przekonana, że jest to możliwe. Muszę widzieć potencjał dla wprowadzanych zmian i motywację obu stron. Przebudowa związku od podstaw jest procesem długotrwałym i wymaga ogromnej determinacji. Jeśli nie ma wsparcia w równie silnym emocjonalnym związku, trudno jest doprowadzić partnerów do wzajemnego porozumienia. W przypadku jednej z moich klientek, która nie była w stanie poradzić sobie z brakiem partnerstwa w związku, sama byłam zwolennikiem rozwodu,. Mąż nie chciał jej wspierać w podstawowych obowiązkach i wziąć współodpowiedzialności za życie i funkcjonowanie ich rodziny. Praktycznie wszystkie obowiązki spoczywały na niej. Kiedy zaczął coraz częściej „zaglądać” do kieliszka, sprawy dodatkowo się skomplikowały. Trudno było ustalać jakikolwiek podział obowiązków lub zasady współpracy w codziennym życiu. Mąż nie przestrzegał żadnych ustaleń. Taka sytuacja trwała latami i nic nie wskazywało na możliwość poprawy. Ten związek od początku był oparty jedynie na silnym pociągu fizycznym i nie wytrzymał próby czasu w zderzeniu z codziennością. Sprawdzał się na etapie kochanków, ale nie wytrzymał zderzenia z wyzwaniami codziennego życia. Tak więc mimo ich wieloletniego stażu małżeńskiego byłam zwolennikiem rozwodu, gdyż wszystkie podejmowane przez żonę próby kończyły się porażką. Jego pijaństwo ostatecznie przeważyło szalę na rzecz rozwodu.

cdn. :-)
Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla par.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.