Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różnice w związku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą różnice w związku. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 2 października 2012

Rozwód? Ależ TAK!

Tydzień temu przytoczyliśmy Wam podsumowanie rozmów z parami, które przeżyły razem ponad 40 lat. Jak zwykle chcę skomentować zamieszczone tam tezy. Pierwsza z nich brzmiała: Rozwód? Nigdy. Morderstwo? Często. Rozmówcy autorów artykułu twierdzili, że w sytuacjach konfliktowych nigdy nie myśleli o rozwodzie, traktując małżeństwo jako ZOBOWIĄZANIE. Ich celem zawsze było szukanie rozwiązania.

Oczywiście, myślenie o rozwiązaniach i szukanie sposobów naprawy sytuacji, to doskonałe podejście, gdy dwoje ludzi chce być ze sobą. Natomiast budzi mój opór założenie, że „rozwód nigdy nie może być opcją”. Rozumiem, że świadomy związek to obustronne ZOBOWIĄZANIE, jednak nie mogę się zgodzić na bycie w związku dla zasady, ze względu na dzieci, wbrew sobie, takie trwanie dla trwania.

Gdy pojawia się jakiś trudny moment, problem do rozstrzygnięcia, czy konflikt,  to wtedy obie strony, na mocy wzajemnego zobowiązania, są zmotywowane do analizy sytuacji. Ich aktywność koncentruje się na szukaniu rozwiązań i porozumienia, a nie celebrowaniu konfliktu i udowadnianiu sobie, kto jest lepszy, mądrzejszy, czy ma rację. Celem, jaki przyświeca wtedy partnerom, jest zakończenie konfliktu. Oczywiście ma to miejsce, gdy obie strony są gotowe do akceptacji wypracowanego rozwiązania. Często szukanie rozwiązania trwa wiele dni, gdyż nie jest możliwe znalezienie go „od ręki”. Potrzebna jest wzajemna tolerancja, akceptacja prawa do odmiennego zdania, wnikliwa analiza przyczyn konfliktu i tego co najważniejsze i za razem najtrudniejsze – umiejętność dysocjowania się wobec własnych emocji. To sztuka, którą warto ćwiczyć, gdyż tylko dystans pozwala szybciej znaleźć kompromis. Pozwala także „odfiksować” się od swoich tez, które traktowało się jako jedyną możliwą strategię działania.

Mimo dobrych chęci, motywacji i gotowości do współpracy ten kompromis może okazać się niemożliwy albo nie w pełni satysfakcjonujący obie strony konfliktu. Czasem skuteczniej pomoże ktoś z zewnątrz, kto obiektywnie spojrzy na przedmiot sporu, ktoś obdarzony zaufaniem obydwojga partnerów. Czasem po prostu nie ma dobrych rozwiązań dla obu stron, kiedy ich wartości pozostają w konflikcie. Pozostaje pełna akceptacja rozwiązania zaproponowanego przez jedną ze stron i testowanie go w określonym czasie…. lub dalsza walka. Wybór należy do partnerów. Może też tak być, że - jak to w życiu bywa - nie ma dobrych rozwiązań. Pozostaje życie w konflikcie bardzo obciążające emocjonalnie obie strony. Pojawia się pytanie o sens takiego związku.

Oczywiście różnica zdań nie jest jedynym sposobem weryfikacji trwałości związku. Konflikty są naszą codziennością, zwykle towarzyszą ludziom, którzy mają swoje zdanie, punkt widzenia, argumenty. Można powiedzieć, ze są swoistym testem dla związku. Jeśli partnerzy potrafią sobie z nimi radzić, mają szanse spędzić ze sobą lata celebrując kolejne rocznice. Dlatego chcę pokazać Wam inne powody, które mogą, być destrukcyjne dla związku.

Partnerzy z różnych bajek
W moim odczuciu głównym kryterium decydującym o ocenie związku jest jego jakość, a nie czas trwania. To, że partnerzy wytrzymali próbę czasu, może świadczyć o tym, że był to związek oparty na miłości, ale nie zawsze. Na jego trwałość mogły również pracować inne „czynniki”. Mogły to być wspólne wartości, zbliżona postawa wobec życia, finansów, wychowania dzieci czy podobny poziom wykształcenia… Jeśli te poglądy i wyznawane wartości są zbliżone, dużo łatwiej osiągnąć porozumienie w razie konfliktu. Jest wspólna płaszczyzna porozumienia i nie trzeba zaczynać od fundamentów związku, bo te są solidne.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli partnerzy są z różnych "bajek" i różnią się w zasadzie pod każdym względem, to ich związek ma  duże szanse stać się związkiem toksycznym. Podkreślam może tak być, choć nie musi. Często ludzie pozostają w takich związkach z przyzwyczajenia, lęku przed samotnością, dla dzieci, rodziny, znajomych bądź z powody wyznawanej przez siebie wiary. „Zaliczają” kolejne rocznice ślubu, imieniny, urodziny, wakacje, święta, a także kolejne kłótnie, sprzeczki, „ciche dni”… I tak z dnia na dzień tracą szansę na spotkanie tej „drugiej połowy”, która gdzieś tam daleko albo tuż obok trwa w swoim związku.

Na pytanie, czy warto tak żyć, my zawsze odpowiemy NIE.

Brak współpracy
Chociaż jestem generalnie za rozwiązywaniem konfliktów i budowaniem relacji (tym przecież zajmuję się zawodowo), muszę być przekonana, że jest to możliwe. Muszę widzieć potencjał dla wprowadzanych zmian i motywację obu stron. Przebudowa związku od podstaw jest procesem długotrwałym i wymaga ogromnej determinacji. Jeśli nie ma wsparcia w równie silnym emocjonalnym związku, trudno jest doprowadzić partnerów do wzajemnego porozumienia. W przypadku jednej z moich klientek, która nie była w stanie poradzić sobie z brakiem partnerstwa w związku, sama byłam zwolennikiem rozwodu,. Mąż nie chciał jej wspierać w podstawowych obowiązkach i wziąć współodpowiedzialności za życie i funkcjonowanie ich rodziny. Praktycznie wszystkie obowiązki spoczywały na niej. Kiedy zaczął coraz częściej „zaglądać” do kieliszka, sprawy dodatkowo się skomplikowały. Trudno było ustalać jakikolwiek podział obowiązków lub zasady współpracy w codziennym życiu. Mąż nie przestrzegał żadnych ustaleń. Taka sytuacja trwała latami i nic nie wskazywało na możliwość poprawy. Ten związek od początku był oparty jedynie na silnym pociągu fizycznym i nie wytrzymał próby czasu w zderzeniu z codziennością. Sprawdzał się na etapie kochanków, ale nie wytrzymał zderzenia z wyzwaniami codziennego życia. Tak więc mimo ich wieloletniego stażu małżeńskiego byłam zwolennikiem rozwodu, gdyż wszystkie podejmowane przez żonę próby kończyły się porażką. Jego pijaństwo ostatecznie przeważyło szalę na rzecz rozwodu.

cdn. :-)
Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla par.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Myślcie o sobie w kategoriach MY

Dzisiaj przedstawię swój komentarz do pierwszego sekretu udanego małżeństwa wg Elizabeth i Charlesa Schmitz (Building a love that lasts): Myślcie o sobie w kategoriach MY.

Myślenie w kategoriach MY to myślenie o związku jako całości, jako systemie pozbawionym rywalizacji i egoizmu. To budowanie tożsamości związku, w którym obowiązuje zasada partnerstwa, zaufania i współodpowiedzialności.

W takim związku nie ma znaczenia, kto więcej zarabia lub kto ma większe sukcesy zawodowe, bo przecież na tę sytuację pracujecie razem, podejmując wspólne decyzje. Będąc w takim partnerskim związku nie boimy się ośmieszenia w oczach partnera, bo przecież, jeśli się kochamy, to akceptujemy również swoje słabostki. Nie grozi nam także publiczne ośmieszanie nas przez partnera, bo byłoby to “autoośmieszenie”.

Myślenie w kategoriach MY podkreśla więc wspólnotę interesów, co pozbawia związek partykularnych interesów, procesu, który go niszczy i więzi w nim panujące. Jest to więc bardzo istotna wartość kreująca siłę związku i budująca jego zdrowe relacje.

Jak z tego wynika jesteśmy zwolennikami partnerstwa w związku, gdyż pozwala to na spełnienie się obojga ludzi lub świadomym podejmowaniu decyzji o jego kształcie. Możecie wyznaczyć sobie określone role na jakiś czas, aby potem zmienić ten model, kiedy uznacie za stosowne…. Możecie na przykład podjąć wspólnie decyzję, że mąż zajmuje się dzieckiem, a żona idzie do pracy, bo lepiej zarabia albo z jakiegoś innego powody równie ważnego.

Ale czy oznacza to, że w związku przestajemy być sobą, że gubimy swoją tożsamość, własne przekonania, wartości, czyli to wszystko, co składa się na naszą osobowość? Czy wtedy ograniczamy swój indywidualizm? Nic bardziej mylącego. Osoby kreujące związek wnoszą całe bogactwo własnych wartości, sposobu myślenia i odmienności związanej z byciem sobą. Na szczęście ludzie różnią się od siebie i to wzbogaca ich życie. Daje im szanse na postrzeganie świata z różnych punktów  widzenia, co może uchronić ich od popełniania błędów życiowych.

A konkretnie to, co różni ludzi, to sposób, w jaki zbierają i porządkują odbierane przez mózg informacje i bodźce ze świata zewnętrznego (tzw. metaprogramy). Ta odmienność może pracować przeciwko nam, kiedy nie mamy świadomości, skąd się bierze. To ogromna wiedza, którą warto posiąść, aby kształtować związek w oparciu o świadomość swojej różnorodności wzbogacając jego potencjał i zasoby. Za przykład może nam posłużyć, choćby to, jak robimy zakupy. Jedna osoba ma procedurę kupowania. Idzie do sklepu i wybiera potrzebną rzecz według określonych wcześniej kryteriów: marka, jakość, rozmiar… Inna osoba potrzebuje pospacerować i obejrzeć wiele tego samego rodzaju rzeczy, aby z tych opcji wybrać jedną, jej zdaniem najlepszą. Zdarzyło Wam się kupować coś razem ze swoim partnerem i widzieć jego zniecierpliwienie, że wchodzimy do kolejnego sklepu po tę sama rzecz. On dokonałby zakupu w pierwszym, maksimum drugim, jeśli nie byłoby towaru zgodnego z jego kryteriami. Ja ze swoim mężem właśnie różnimy się w tym zakresie. Kiedy idziemy do sklepu razem bardzo zależy mi na tym, aby on obejrzał mnie na przykład w sukience, którą chcę kupić. Jednak ja potrzebuję „pobuszować” po kilku, a często kilkunastu sklepach, a on kupuje w pierwszym. Kiedy wchodzi ze mną do drugiego sklepu widzę jego błagalne spojrzenie: Wybierz już, proszę, a po chwili słyszę komunikat: Boli mnie głowa, jestem zmęczony, bardzo głodny albo coś jeszcze bardziej  –  dla mnie  –  absurdalnego (poczułem ból głowy, już gdy to czytałem… – dopisek Andrzeja). Przecież  ja w sklepie nie czuje głodu, bólu czy zmęczenia. Po prostu chcę coś kupić. Dlatego wiedząc, co mnie spotka, sadzam męża w najbliższej kawiarence lub barze. On zamawia kawę lub jedzenie, otwiera komputer… i wtedy mam czas oraz zagwarantowaną jego obecność, gdy dokonam już wyboru. Wtedy pomaga mi podjąć ostateczną decyzję, robiąc za moje „krytyczne lustro”. Jego aktywność trwa  chwilę i oboje jesteśmy zadowoleni. W przeciwnym razie wymówki pod tytułem: Ty zawsze…  i niezadowolenie. (Kiedyś w jakiejś galerii poszedłem do kina, by dać Monice czas za zakupy. Gdy spotkaliśmy się po przeszło dwugodzinnym seansie, zapytała,  dlaczego wybrałem tak krótki film… – dopisek Andrzeja).

Wiedza, że ludzie mogą robić zakupy w różny sposób, to informacja, że ludzie w różny sposób podejmują decyzję. (I wcale nie jest prawdą, że w przeciwieństwie do mężczyzn wszystkie kobiety lubią zakupy). Akceptacja takiego stanu rzeczy to krok do współpracy i zgody. Niewiedza, czy brak świadomości, że nie jest to ich zła wola czy brak umiejętności podejmowania decyzji często generuje konflikt. W poważnych sprawach dotyczących na przykład finansów może to być źródłem poważnych problemów, a nawet rozwodu. Znaczy to, że tych dwoje ludzi mogłoby się dogadać, gdyby mieli wiedzę o sobie w związku. To samo dotyczy seksu, wychowania dzieci, wyboru wakacji czy innych ważnych spraw w życiu rodziny. Taka wiedza jest kluczem do stabilności związku i myślenia w kategoriach MY przy całej różnorodności i bogactwie jego zasobów. Trzeba akceptować i rozumieć swoją różnorodność i dążyć do synergii.

Podałam przykład o meteorogramie: opcje-procedury. Jest ich oczywiście dużo więcej, a więc potencjalnych źródeł konfliktu w naszym codziennym życiu – niestety też. I tu mam dobrą wiadomość: tego można się nauczyć. Dlatego zachęcam Was do zadawania pytań dotyczących odrębności w związku i jak je rozumieć.