Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyczyny rozwodów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą przyczyny rozwodów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2013

Rozczarowanie w związku

W poście Gorący żar ogniska domowego za Mieczysławem Plopą podałam cztery wymiary związku: intymność, samorealizacja, podobieństwo i rozczarowanie. Wszystko, co do tej pory zostało napisane o pierwszych  trzech (intymność, samorealizacja, podobieństwo) ma na celu uchronić nas przed czwartym: ROZCZAROWANIEM.

Przedłużający się okres rozczarowania może skutkować frustracją, która wywołuje w nas chęć szukania rozwiązań poza związkiem. Często działa jako reakcja na przedłużający się stan dyskomfortu, będąc mechanizmem obronnym w celu ratowania swojego życia. Jak łatwo się domyślić skutkuje to, w pierwszej kolejności zaburzeniem sfery seksualnej w związku, a następnie na przykład zdradą, prowadzeniem „podwójnego życia”, aby dla dobra dzieci nie „niszczyć” rodziny… W rezultacie niszczymy rodzinę i podstawowe jej wartości, takie jak miłość, poczucie bezpieczeństwa, bliskość, zaufanie, odpowiedzialność, szczerość itd., a nasze dzieci uczą się rozczarowania, stresu, konfliktu i zaczynają traktować te wartości jako normę, tworząc spiralę nienawiści.

Sposoby pielęgnowania związku opartego na miłości.
Pamiętaj czemu służy okres próbny. To czas, kiedy pogłębiamy intymność, uświadamiamy sobie siłę uczuć, tworzymy nasz związek. Bądź kreatywnym, angażuj się we wszystkie sfery Waszego życia, zaskakuj go w życiu codziennym i sypialni. Masz wiedzę, która może Ci służyć. Nie wstydź się bliskości i czułości, czułych słów i gestów oraz zapewnień o uczuciach. Rozbudzaj w sobie potrzeby seksualne i wzajemnej bliskości, aby łączyć miłość, pożądanie i partnerstwo. Kokietuj partnera i pozostawaj z nim w ciągłym flircie. To zapewni Wam świeżość i atrakcyjność relacji.

Musisz być sobą w tym związku, ale również dawać z siebie całą swoją kreatywność. Jeśli tak nie jest, wchodzisz w tę relację z przekonaniem, że jakby coś się nie powiodło, to zawsze można się rozstać, prowokujesz więc samospełniającą się przepowiednię. Dlatego zmień sposób myślenia, bo wszystko zaczyna się w Twojej głowie. Jeśli chcesz sprawdzać związek, to bądź nastawiony pozytywnie, bądź otwarty i kreatywny. Szukaj rozwiązań, kiedy natrafisz na problem. Jednocześnie zachowaj uważność na swojego partnera i oceniaj jego potencjał. Nie jest ważne, że popełnia błędy, kiedy szybko się uczy i wyciąga wnioski. Jeśli naprawdę zależy mu na rozwoju w tym właśnie związku, znajdzie w sobie wewnętrzną siłę i motywację, by walczyć z przeciwnościami losu, a także uczyć się zaspokajania potrzeb związku.

Najlepszym narzędziem porozumienia i wzajemnego uczenia się jest skuteczna komunikacja (o niej w następnym poście).

Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla par.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Dlaczego kobiety zdradzają?

Męska obsesja na punkcie kobiecego ciała i możliwości zaspokojenia swego pożądania sprawiają, że wiele kobiet czuje się traktowanych przedmiotowo. Ale nie tylko mężczyźni zachowują się w ten sposób. Doskonałym tego dowodem jest współczesne zjawisko groupies – fan(k)i muzyków rockowych podążają za swoim idolem, między innymi, w nadziei uprawiania z nią/nim seksu – cytuję za Anną Wilk. Osoby takie najczęściej nie otrzymują, ani zainteresowania, ani żadnej innej gratyfikacji, a ponoszą ryzyko związane z przelotnymi kontaktami narażając się na odejście swojego stałego partnera, oraz zarażenie chorobami przenoszonymi drogą płciową.

Pamela des Barres w swojej książce I’m with the Band: Confesssions of a Grupie ("Jestem z zespołem: wyznania fana") zauważyła, że półgodzinny "numerek" z idolem może być dla "groupiego" najważniejszym wydarzeniem dnia (des Barres, 1987). Większość kobiet, które decydują się na takie kontakty, zdaje sobie sprawę, że ich gwiazda nie zakocha się w nich, a następnego dnia może nawet nie pamiętać ich imienia. W takim razie zadajemy sobie pytanie, dlaczego tak się dzieje?

Badania Davida M. Buss i Heidi Greiling potwierdziły pewną intrygującą hipotezę, znaną jako teoria "seksownych synów", czyli hipoteza o charakterze genetycznym. Kobiety, które decydują się na seks z atrakcyjnymi mężczyznami, rodzą seksownych synów. Gdy ci dorosną, w ostatecznym rozrachunku przyciągną do siebie więcej kobiet, dzięki zwiększonej rozrodczości swoich seksownych synów, matki osiągają sukces reprodukcyjny.

W przeciwieństwie do cech, jakich kobiety pragną u stałego partnera, w przelotnych kochankach poszukują seksownych uwodzicieli, którzy mają wszystko, czego potrzeba, aby przekonać kobietę do współżycia. Są to cechy, które w następnych pokoleniach przydają się synom w zdobyciu przewagi nad rywalami. Nie jest to oczywiście strategia świadoma, gdyż kobiety nie myślą o genetycznych skutkach swoich wyborów.

Oczywiście kobieta nie zawsze poślubia swojego kochanka – pisze dalej Anna Wilk. Jednak nawet, jeśli nie dochodzi do małżeństwa, romans wzmaga jej przekonanie o swej atrakcyjności i wartości. Rozmawiając z pięćdziesięcioma kobietami, które były zaangażowane w związki pozamałżeńskie, Lynn Atwater doszła do wniosku, że na wzrost poczucia własnej wartości tych kobiet w dużej mierze wpływało przekonanie, że są fizycznie bardziej pociągające. Sygnałem, że tak rzeczywiście jest, było dla nich zainteresowanie innych mężczyzn. Pewna kobieta tak oceniła skutki romansu: Myślę, że jestem teraz bardziej pewna siebie i wiem, że nie muszę udowadniać swojej seksowności, tak jak robiłam to wcześniej. Oczywiście, nie w każdym przypadku wzrost pewności siebie, wynikający z nawiązania romansu, związany był z seksualnością i wyglądem fizycznym, niemniej jednak okazuje się to najważniejszą konsekwencją wynikającą z romansu. W rozmowach z kobietami, jakie przeprowadzał David M. Buss i Heidi Greiling, często pojawiały się tematy seksualnego zaspokojenia. Pierwsza badana przez nich grupa dziewięćdziesięciu kobiet oceniła je jako bardzo ważną korzyść płynącą z romansu.

Badania te zostały zainspirowane teorią przechowywania spermy, zaproponowaną przez dwóch brytyjskich biologów: Robina Bakera i Marka Bellisa z uniwersytetu z Manchester. Chcąc zrozumieć tą teorię trzeba zacząć od nieco szerszej koncepcji – koncepcji współzawodnictwa plemników dwóch osobników. Ma ono miejsce wówczas, gdy sperma dwóch mężczyzn znajduje się równocześnie w wewnętrznych narządach płciowych kobiety (Baker, Bellis, 1995). W rezultacie, jeżeli kobieta współżyje w ciągu tygodnia z dwoma różnymi mężczyznami, ich plemniki współzawodniczą ze sobą o to, który zapłodni cenną komórkę jajową.

Jak dalej pisze Anna Wilk – uogólnienia dotyczące kobiet są zawsze problematyczne z jednego podstawowego powodu: nie wszystkie kobiety są takie same. Istnieją pewne ogólne trendy, ale w obrębie każdej z płci są wyjątki. Niektóre kobiety uwielbiają romanse – dzięki nim wzrasta ich poczucie własnej wartości, oraz odnoszą wiele innych korzyści. Inne przerażone są na samą myśl o złamaniu przysięgi małżeńskiej. Kobiety mają do dyspozycji różne strategie seksualne, a to, jakiej ich kombinacji użyją, zależy od okoliczności.

W świetle wszystkich potencjalnych korzyści płynących z romansów zagadką pozostaje, dlaczego większość kobiet najczęściej nie dopuszcza się zdrady. Chociaż romans może przynieść ogromne korzyści, jego potencjalne koszty często je niwelują.

Kobiety przyłapane na zdradzie – w przeciwieństwie do mężczyzn w takiej samej sytuacji – są bardziej narażone na fizyczną przemoc, utratę reputacji, ostracyzm społeczny, porzucenie przez mężczyznę. Badania Davida M. Buss dotyczące psychologii reputacji, prowadzone w Zimbabwe, Erytrei, Chinach, Rosji, Brazylii, Polsce, Korei i Rumunii, potwierdzają powszechność tego podwójnego standardu (Buss, 1995).

Na szczęście żyjemy w społeczeństwie, którego struktura nie jest kształtowana przez psychologię seksualną. Anonimowość współczesnego życia zdecydowanie zmniejsza ryzyko wykrycia niewierności i w związku z tym prawdopodobieństwo ponoszenia przez kobietę konsekwencji zdrady. 

wtorek, 15 stycznia 2013

Kto ma skłonności do zdrady?

Gdy próbowano przypisać skłonność do zdrady cechom osobowości, okazało się, że jedynie trzy okazały się pewnymi wyznacznikami skłonności do niewierności (badania Bussa i Sheckelfforda – 1997 – kiedy przeanalizowano ponad 1000 cech osobowości). 

Pierwsza, zgodnie z badaniami przytoczonymi przez Annę Wilk, to narcyzm. Ludzie ze skłonnościami narcystycznymi mają wyjątkowo wyolbrzymione poczucie własnej wartości, przeceniają swoje osiągnięcia i talenty, żyją fantazjami o sukcesie. Chcą mieć nieograniczoną władzę, oczekują uznania ich wielkości, a kiedy tego nie otrzymują, wpadają w złość i frustrację. Są skoncentrowani na sobie sądząc, że mają do wszystkiego prawo, wybierają z otoczenia osoby zamożne lub takie, które mogą wykorzystać. Osoby o cechach narcystycznych cechuje brak empatii, zawiść i koncentracja na własnych potrzebach. Jak wykazały badania, częściej niż inni ludzie flirtowały, umawiały się na randki z innymi parterami, częściej nawiązywały kontakty seksualne i decydowały się na przygodny seks. Łatwo przyznawały się do takiej swobody seksualnej, co potwierdzali ich partnerzy.
 
Druga cecha to niski poziom odpowiedzialności, czyli brak sumienności w relacjach i umowach, brak zorganizowania, impulsywność, brak samokontroli.
 
Trzecia cecha to psychotyczność. Brak samokontroli już wskazuje na psychotyczność, gdyż osoby te są bardzo impulsywne, mają problemy z samokontrolą emocji i brakiem hamulców społecznych. W skrajnych przypadkach mogą wykazywać socjopatię.
 
Anna Wilk twierdzi, że zarówno niski poziom odpowiedzialności, jak i wysokie wyniki na skali psychopatyczność, okazały się właściwymi zapowiedziami niewierności małżeńskiej. Podobnie jak u osób narcystycznych współmałżonkowie z tymi cechami flirtowali, umawiali się na randki, uprawiali przygodny seks częściej niż osoby o cechach przeciwnych.

Ciekawe jest to, że powyższe zależności nie odnoszą się wyłącznie do mężczyzn, a w jednakowym stopniu zarówno do mężczyzn, jak i kobiet. Wydaje się, że żadna z płci nie jest wolna od wpływu osobowości na skłonność do zdrady. Nie wszystkie osoby samolubne, manipulujące i impulsywne muszą dopuścić się niewierności, ale cechy te zwiększają prawdopodobieństwo jej wystąpienia.

Może więc już wcześniej, na etapie poznawania się i wstępnych „przymiarek” do bycia razem analizujmy osobowość partnerów pod względem ich potencjalnej skłonności do zdrady. Jeśli więc zaakceptujemy partnera z potencjałem „zdrajcy”, to zrobimy to z dobrodziejstwem inwentarza i będziemy mogli mieć pretensje wyłącznie do siebie. Jeśli już jesteśmy w związku, może będzie nam łatwiej zaakceptować fakt zdrady, skoro ten typ tak ma…?

Niewierność jest jedną z najczęstszych przyczyn rozwodów na całym świecie. Jednak zdrada jednego z parterów nie musi kończyć się rozwodem. Czym więc różnią się od siebie te pary, które pomimo zdrady pozostają ze sobą, od tych, które decydują się na rozstanie? Wyniki przeprowadzonych badań (Buss, Shackelford, 1997) pokazały, że im poważniejsza forma niewierności, tym wyższe prawdopodobieństwo zażądania rozwodu.
 
Jednak najciekawsza jest liczba osób, które nie domagały się rozwodu, nawet gdy parter dopuścił się zdrady, kontynuuje Anna Wilk w swoim artykule. Niemal jedna trzecia badanych to osoby, które przebaczyły swoim niewiernym partnerom.

Zastanówmy się czym takie osoby się charakteryzują? Czynnikiem decydującym, choć głównie analizowanym z perspektywy kobiety, okazuje się potencjalna wartość matrymonialna partnera. Żony, oceniane jako atrakcyjniejsze od swych partnerów, mające wyższą potencjalną wartość na "rynku" matrymonialnym częściej niż inne twierdziły, że zażądałyby rozwodu w przypadku niewierności męża, mając przy tym świadomość, że nie będą miały większego problemu ze znalezieniem nowego partnera. Natomiast kobiety o mniejszej atrakcyjności fizycznej i niższej potencjalnej wartości matrymonialnej częściej przebaczały.

Dochodzimy więc do zdefiniowania, czym jest seks dla obu płci i podobnie jak wcześniej, zaznaczają się wyraźne różnice determinowane płcią. Z punktu widzenia reprodukcji korzyści dla mężczyzn płynące z seksualnej różnorodności są tak ogromne i oczywiste, że naukowcy przeoczyli jeden podstawowy fakt: liczba mężczyzn mających przelotne kontakty seksualne musi być taka sama jak liczba kobiet, które z nimi współżyły. U mężczyzn nie pojawiłaby się tendencja do seksualnej różnorodności, gdyby kobiety nie przyzwalały na takie zachowania. 

Wielu mężczyzn przerażonych jest myślą, że kobieta z natury mogłaby nie być monogamistką. Jednakże niezaprzeczalnym faktem jest to, iż strategie seksualne kobiet nie powstały po to, by zadowolić mężczyzn. Nie wykształciły się też dla dobra grupy, czy nawet dobra gatunku. Kobieca psychologia seksualności, łącznie z kobiecą skłonnością do zdrady istnieje dzisiaj wyłącznie dlatego, że naszym pramatkom przynosiła ona korzyści. 

wtorek, 18 grudnia 2012

Porozmawiamy o zdradzie

Ten wpis i kilka następnych chcę poświecić zdradzie, intrygującemu zjawisku, które jednych łączy, a innych dzieli. Chcę przeanalizować mechanizm tego złożonego procesu psychologicznego, który jest tak niejednoznaczny. Staje się barierą w związku albo, przeciwnie, zwiększa jego atrakcyjność. Moją intencją jest przeanalizowanie, czym jest zdrada i pokazanie Wam sposobów reagowania w tej trudnej emocjonalnie sytuacji. Nie chodzi mi o to, aby przekonywać Was, że to normalne zjawisko i trzeba przejść nad nim do porządku. Zależy mi na tym, aby ta wiedza pozwoliła Wam na nabranie dystansu i  skuteczne działanie. Aby możliwa była analiza mechanizmów zdrady pod kątem szansy przetrwania związku wobec wartości za nim stojących, a nie histeryczną reakcją na zranienie. Oczywiście dotyczy to nie tylko osób, które są zdradzane, ale również dla tych, które zdradzają.

Przede wszystkim chcę Was zachęcić, abyście traktowali zdradę jako informację. To oznacza, że zdradzając albo będąc zdradzanym czegoś dowiadujemy się zarówno o sobie samym, jak o swoim partnerze.

Osoby zdradzane najchętniej zadają sobie pytanie: Dlaczego do tego doszło? Nie jest to dobrze sformułowane pytanie, gdyż od razu, w podtekście stajemy się ofiarą i staramy się rozliczyć partnera z faktu zdrady. Lepiej to pytanie brzmi w takich postaciach: Co to oznacza dla związku? Jaką informację w ten sposób otrzymuję od partnera? Co, nie wprost, partner mi w ten sposób przekazuje? Jak się to ma do więzi nas łączących? Czy odbierałam/łem już jakieś sygnały, które mogłyby być informacją o niezaspokajaniu potrzeb partnera? Jak na to reagowałam/łem? Czy chciałam o tym rozmawiać? Co zrobiłam/łem na rzecz zamiany? Jak traktuję fakt zdrady w swoim subiektywnym odczuciu? Co wtedy myślę o partnerze? Jak traktuję zdradę? Czy dopuszczam rozmowę na ten temat? Jakiej postawy oczekuje wtedy od partnera? Czy zaspokajam fizycznie swojego partnera? Czy rozmawiam o seksie z partnerem?

Dla osób, które zdradzają, te pytania powinny brzmieć inaczej: Co mi to daje, że decyduję się na zdradę? Czego mi brakuje w związku? Dla jakich korzyści (emocjonalnych, osobowościowych…) decyduje się na zdradę? Co mogę stracić w porównaniu z tym, co zyskuję? Jak to wpływa na mój związek? Na ile jest on dla mnie ważny, skoro to robię? Czy to, co mnie motywuje do zdrady, mogę realizować w związku? Czy próbowałem/łam to robić? Jak wyglądałaby analiza strat i zysków, gdyby doszło do rozwodu, a jak do porozumienia? Jak się czuję w roli zdradzającego? Czy widzę możliwość zmiany postawy uczciwości wobec partnera? Czy mogę realizować seksualne zaspokojenie ze swoją partnerką/swoim partnerem?

Pozdrowienia dla Twojego serca!

poniedziałek, 15 października 2012

Kolejna przyczyna rozwodów – ingerencja osób trzecich

Z moich doświadczeń zawodowych wynika, że częstym powodem rozwodów, rozstań czy separacji jest ingerencja osób trzecich w sprawy związku. Głównym źródłem konfliktu jest wywieranie wpływu na decyzje jednej lub obu stron. To może być bohaterka wielu dowcipów, czyli teściowa, lub rodzice mieszkający wspólnie z młodymi. Taka sytuacja zwykle bywa źródłem konfliktów, szczególnie gdy nie było akceptacji dla związku przez rodziców jednej ze stron. Młodzi ludzie żyją w związku jak na cenzurowanym, są poddani permanentnej kontroli, nie mogą zachowywać się swobodnie, zapraszać znajomych, bawić się… Często życie intymne w tych związkach jest pozbawione spontaniczności i swobody, stając źródłem dyskomfortu a nie radości. 

Ta kontrola nie zawsze jest świadomym, zamierzonym działaniem rodziców, niemniej jej obecność często jest ogromnym ciężarem dla młodego związku w fazie „docierania się”. Wpływ na decyzje młodych ludzi jest wywieraniem presji uzasadnianej większym doświadczeniem dorosłych. W rezultacie, skutkować może zwalnianiem młodych ludzi z kreowania swojego życia zgodnie z własnymi przekonaniami i potrzebami. Pozbawia ich możliwości uczenia się odpowiedzialności za własne decyzje i samodzielne rozwiązywanie konfliktów. Taka „pomoc” jest zwykle destrukcyjna zarówno dla związku – bo któreś z nich musi ulec presji, jak i dla rodziców, którzy uzależniają dzieci od siebie stając się niezbędnym ogniwem w ich życiu.

Jesteśmy więc zwolennikami samodzielnego „docierania się” ludzi zarówno w młodym związku, jak i przed ślubem. Młodzi mogą się sprawdzić jako partnerzy we wspólnym gospodarstwie, utrzymywaniu się z zarobionych przez siebie pieniędzy, rozwiązywaniu problemów życiowych, zawodowych i tych związanych z rodziną. Mają swobodę, mogą cieszyć się z bycia razem, rozstrzygać trudne kwestie, przeżywać zawody, uniesienia i upadki… i nauczyć się radzić sobie z tym, co przyniesie codzienność. Jest wtedy duże prawdopodobieństwo, że jeśli ten przedmałżeński test wypadnie negatywnie, nie dopuszczą do zawarcia małżeństwa, które miałoby małe szanse wygrania z próbą czasu i wyzwaniami życia codziennego. Jest nadzieja, że wtedy nie dojdzie do założenia rodziny zagrożonej ryzykiem rozstania, a dzieci nie staną się ofiarami ich decyzji. Niedojrzali rodzice nie biorą tego kompletnie pod uwagę, a szkoda.


wtorek, 2 października 2012

Rozwód? Ależ TAK!

Tydzień temu przytoczyliśmy Wam podsumowanie rozmów z parami, które przeżyły razem ponad 40 lat. Jak zwykle chcę skomentować zamieszczone tam tezy. Pierwsza z nich brzmiała: Rozwód? Nigdy. Morderstwo? Często. Rozmówcy autorów artykułu twierdzili, że w sytuacjach konfliktowych nigdy nie myśleli o rozwodzie, traktując małżeństwo jako ZOBOWIĄZANIE. Ich celem zawsze było szukanie rozwiązania.

Oczywiście, myślenie o rozwiązaniach i szukanie sposobów naprawy sytuacji, to doskonałe podejście, gdy dwoje ludzi chce być ze sobą. Natomiast budzi mój opór założenie, że „rozwód nigdy nie może być opcją”. Rozumiem, że świadomy związek to obustronne ZOBOWIĄZANIE, jednak nie mogę się zgodzić na bycie w związku dla zasady, ze względu na dzieci, wbrew sobie, takie trwanie dla trwania.

Gdy pojawia się jakiś trudny moment, problem do rozstrzygnięcia, czy konflikt,  to wtedy obie strony, na mocy wzajemnego zobowiązania, są zmotywowane do analizy sytuacji. Ich aktywność koncentruje się na szukaniu rozwiązań i porozumienia, a nie celebrowaniu konfliktu i udowadnianiu sobie, kto jest lepszy, mądrzejszy, czy ma rację. Celem, jaki przyświeca wtedy partnerom, jest zakończenie konfliktu. Oczywiście ma to miejsce, gdy obie strony są gotowe do akceptacji wypracowanego rozwiązania. Często szukanie rozwiązania trwa wiele dni, gdyż nie jest możliwe znalezienie go „od ręki”. Potrzebna jest wzajemna tolerancja, akceptacja prawa do odmiennego zdania, wnikliwa analiza przyczyn konfliktu i tego co najważniejsze i za razem najtrudniejsze – umiejętność dysocjowania się wobec własnych emocji. To sztuka, którą warto ćwiczyć, gdyż tylko dystans pozwala szybciej znaleźć kompromis. Pozwala także „odfiksować” się od swoich tez, które traktowało się jako jedyną możliwą strategię działania.

Mimo dobrych chęci, motywacji i gotowości do współpracy ten kompromis może okazać się niemożliwy albo nie w pełni satysfakcjonujący obie strony konfliktu. Czasem skuteczniej pomoże ktoś z zewnątrz, kto obiektywnie spojrzy na przedmiot sporu, ktoś obdarzony zaufaniem obydwojga partnerów. Czasem po prostu nie ma dobrych rozwiązań dla obu stron, kiedy ich wartości pozostają w konflikcie. Pozostaje pełna akceptacja rozwiązania zaproponowanego przez jedną ze stron i testowanie go w określonym czasie…. lub dalsza walka. Wybór należy do partnerów. Może też tak być, że - jak to w życiu bywa - nie ma dobrych rozwiązań. Pozostaje życie w konflikcie bardzo obciążające emocjonalnie obie strony. Pojawia się pytanie o sens takiego związku.

Oczywiście różnica zdań nie jest jedynym sposobem weryfikacji trwałości związku. Konflikty są naszą codziennością, zwykle towarzyszą ludziom, którzy mają swoje zdanie, punkt widzenia, argumenty. Można powiedzieć, ze są swoistym testem dla związku. Jeśli partnerzy potrafią sobie z nimi radzić, mają szanse spędzić ze sobą lata celebrując kolejne rocznice. Dlatego chcę pokazać Wam inne powody, które mogą, być destrukcyjne dla związku.

Partnerzy z różnych bajek
W moim odczuciu głównym kryterium decydującym o ocenie związku jest jego jakość, a nie czas trwania. To, że partnerzy wytrzymali próbę czasu, może świadczyć o tym, że był to związek oparty na miłości, ale nie zawsze. Na jego trwałość mogły również pracować inne „czynniki”. Mogły to być wspólne wartości, zbliżona postawa wobec życia, finansów, wychowania dzieci czy podobny poziom wykształcenia… Jeśli te poglądy i wyznawane wartości są zbliżone, dużo łatwiej osiągnąć porozumienie w razie konfliktu. Jest wspólna płaszczyzna porozumienia i nie trzeba zaczynać od fundamentów związku, bo te są solidne.

Z mojego doświadczenia wynika, że jeśli partnerzy są z różnych "bajek" i różnią się w zasadzie pod każdym względem, to ich związek ma  duże szanse stać się związkiem toksycznym. Podkreślam może tak być, choć nie musi. Często ludzie pozostają w takich związkach z przyzwyczajenia, lęku przed samotnością, dla dzieci, rodziny, znajomych bądź z powody wyznawanej przez siebie wiary. „Zaliczają” kolejne rocznice ślubu, imieniny, urodziny, wakacje, święta, a także kolejne kłótnie, sprzeczki, „ciche dni”… I tak z dnia na dzień tracą szansę na spotkanie tej „drugiej połowy”, która gdzieś tam daleko albo tuż obok trwa w swoim związku.

Na pytanie, czy warto tak żyć, my zawsze odpowiemy NIE.

Brak współpracy
Chociaż jestem generalnie za rozwiązywaniem konfliktów i budowaniem relacji (tym przecież zajmuję się zawodowo), muszę być przekonana, że jest to możliwe. Muszę widzieć potencjał dla wprowadzanych zmian i motywację obu stron. Przebudowa związku od podstaw jest procesem długotrwałym i wymaga ogromnej determinacji. Jeśli nie ma wsparcia w równie silnym emocjonalnym związku, trudno jest doprowadzić partnerów do wzajemnego porozumienia. W przypadku jednej z moich klientek, która nie była w stanie poradzić sobie z brakiem partnerstwa w związku, sama byłam zwolennikiem rozwodu,. Mąż nie chciał jej wspierać w podstawowych obowiązkach i wziąć współodpowiedzialności za życie i funkcjonowanie ich rodziny. Praktycznie wszystkie obowiązki spoczywały na niej. Kiedy zaczął coraz częściej „zaglądać” do kieliszka, sprawy dodatkowo się skomplikowały. Trudno było ustalać jakikolwiek podział obowiązków lub zasady współpracy w codziennym życiu. Mąż nie przestrzegał żadnych ustaleń. Taka sytuacja trwała latami i nic nie wskazywało na możliwość poprawy. Ten związek od początku był oparty jedynie na silnym pociągu fizycznym i nie wytrzymał próby czasu w zderzeniu z codziennością. Sprawdzał się na etapie kochanków, ale nie wytrzymał zderzenia z wyzwaniami codziennego życia. Tak więc mimo ich wieloletniego stażu małżeńskiego byłam zwolennikiem rozwodu, gdyż wszystkie podejmowane przez żonę próby kończyły się porażką. Jego pijaństwo ostatecznie przeważyło szalę na rzecz rozwodu.

cdn. :-)
Zapraszam do poznania naszej oferty warsztatów dla par.
Jeżeli potrzebujesz indywidualnej konsultacji, skontaktuj się ze mną e-mailowo.